Witam wszystkich miłośników motocykli starych i nowych (bo one też będą kiedyś stare...).
Szczególnie zapraszam niezdecydowanych i tych, którzy nie złapali jeszcze bakcyla motocyklowego. Może uda mi się kogoś zarazić chorobą, która nazywa się motoromania no chyba, że ktoś jest bardzo uodporniony na nią, lub choruje na samochodomanię A jak wiadomo, jedna bardzo często wyklucza drugą. Ale nie koniecznie.
A to było tak...
Początek
Moja przygoda z motocyklami zaczęła się, kiedy miałem 16 lat. Będąc na wakacjach w Bieszczadach u rolnika, na którego polu rozbiliśmy namioty, zauważyłem w stodole szczątki motocykla. Okazało się, że jest to oryginalne przedwojenne BMW R-35 z 1938 r. (tzw. lekki motocykl zwiadowczy). Wszystko było rozkręcone i porozrzucane po całym obejściu. Z bocznego wózka pomysłowy gospodarz zrobił koryto dla świń, a z dekla od silnika poidło dla kaczek i kur. Przez dwa tygodnie grzebałem w tym całym bałaganie, ale było warto. Okazało się, że BMW (poza drobnymi detalami) jest praktycznie kompletne. Gospodarz, widząc mój entuzjazm zgodził się na sprzedanie tego złomu za cenę odpowiadającą wówczas połowie miesięcznego wynagrodzenia. Poskładałem więc wszystko do worków i przywiozłem do domu do Wrocławia. W swoim pokoju w bloku na czwartym piętrze rozpocząłem rekonstrukcję historycznego pojazdu. Trzeba było odbudować niemalże wszystko - silnik, skrzynię biegów, instalację elektryczną itp.
Niektóre części z osprzętu motocykla trzeba było załatwiać w całej Polsce (a nie było jeszcze wówczas internetu). Wreszcie po dwóch latach starań motocykl był jak nowy - gotowy do jazdy. Nadal jednak stał obok mojego łóżka w pokoju na czwartym piętrze. Pojawił się problem, jak przenieść ważącą ponad 200 kg maszynę na ulicę. Żeby wyrobić zakręty na wąskich schodach, musiałem z powrotem go porozkręcać. Sąsiedzi, którzy byli przyzwyczajeni, że od lat chodziłem po schodach z rowerem, widząc mnie sprowadzającego motocykl doznali prawdziwego szoku...Motocyklem tym przejechałem całą Polskę. Jedyny częsty problem jaki się pojawiał, to brak funduszy na paliwo. W międzyczasie wyhaczyłem następny stary motocykl - też BMW i też w stanie śmierci klinicznej. Aby go wyremontować, musiałem sprzedać tą odrestaurowaną BMWicę. I kolejne dwa lata spędziłem na zdobywaniu części i dopasowywaniu brakujących detali. Zamiast włóczyć się z kolegami po dyskotekach i knajpkach, coraz bardziej zatapiałem się w fachowej literaturze i buszowałem po rozmaitych "pchlich" bazarach. Niekiedy udawało mi się zdobyć część do innego starego motocykla, którą następnie wymieniałem na to, co mi było potrzebne. Sytuacja gospodarcza w Polsce zmusiła mnie na początku lat 90-tych do wyemigrowania za chlebem najpierw do Grecji, a następnie Francji, Anglii i na Cypr. Sprzedałem wówczas swoje motocykle i kupiłem bilet na samolot. Podczas siedmiu lat pobytu za granicą miałem okazję naoglądać się rozmaitych motocykli. Ale takich, jak te moje BMW R-35 nie widziałem nigdzie. Postanowiłem, że po powrocie do kraju kupię dom z garażem i nadal będę rozwijał swoją pasję. Zdałem sobie sprawę, że starych motocykli za zachodnią granicą Polski jest bardzo mało. Zresztą i w Polsce coraz trudniej trafić na taki motocykl.
Większość tego co jest, nie jest przeznaczona na sprzedaż. Postanowiłem zatem poszukać szczęścia motocyklowego za wschodnią granicą Polski. Po wielu perturbacjach z załatwieniem wizy i pokonaniu przejścia granicznego w Kuźnicy Białostockiej, stanąłem na białoruskiej ziemi. Brnąc przez krajobrazy jakby żywcem przeniesione z "Nad Niemnem" Orzeszkowej, dotarłem do zagubionego wśród lasów i pól chutoru (wioski). Miejscowi spod sklepu skierowali mnie do niejakiego Walerego, u którego w obejściu pod starą gruszą stało coś na kształt motocykla. Okazało się, że jest to radziecka "wariacja" na temat niemieckiego przedwojennego motocykla BMW R-71. Oryginalne motocykle Armia Czerwona otrzymała w prezencie od Niemiec jeszcze przed wojną. Radziecki przemysł wojenny rozpoczął wkrótce produkcję "klonów" tych motocykli pod własną nazwą M-72. Motocykle te jeszcze dziś można znaleźć w krajach, przez które przechodziła Armia Czerwona. Po wojnie w Związku Radzieckim rozwinięto produkcję tych motocykli.
Do M-72 dołożono tylny wahacz, zmieniono przednie zawieszenie i kilka innych detali i nazwano K-750. W następnych latach silnik dolnozaworowy zastąpiono górnozaworowym, dołożono także wsteczny bieg. Wyposażony w ten sposób motocykl otrzymał nazwę Dniepr. Właśnie taki pojazd znalazłem w białoruskim chutorze pod starą gruszą. Praktycznie miał tylko koła (bez opon), ramę, silnik, skrzynię biegów i kierownicę. Siedzenia oraz fotel w bocznym wózku były wygryzione przez myszy. Motocykl stał pod chmurką dwanaście lat. Wrzuciłem wszystko jak stało do busa. Na szczęście właściciel miał w komórce mnóstwo zapasowych części, z których na dobrą sprawę można byłoby złożyć jeszcze jeden motocykl. W sumie z chutoru wyjechałem załadowanym po dach busem. Jeszcze tylko wizyta na milicji, żeby wykreślić pojazd z ewidencji i mogłem kierować się na granicę. Ponieważ białoruskie papiery były w porządku, to po opłaceniu kilku rubli dokładnie nie wiadomo za co, podjechałem do polskich celników. I tu zaczęły się schody, bo powiedziano, że wwożę do Polski jakieś śmieci i złom. Długo tłumaczyłem, że to super motocykl, tylko wymaga trochę pracy. W końcu jeden z celników wszedł na busa i spod sterty części wykopał ramę z kierownicą i numerem motocykla. W końcu z uśmiechami niedowierzania, że to będzie kiedyś jeździło i po opłaceniu przeze mnie cła, polscy pogranicznicy pozwolili mi jechać dalej. I znowu zamknąłem się z motocyklem - tym razem w garażu. A ponieważ części mi nie brakowało no i miałem już spore doświadczenie, zrekonstruowanie motocykla zajęło mi tylko rok. Odtworzyłem motocykl według wzoru motocykli wojskowych używanych przez byłą Armię Radziecką (patrz zdjęcia). Wyposażony jest w szereg tzw. gadżetów - karabin maszynowy Diektariew kal. 7,62, radiostację, reflektor na wózku bocznym (tzw. szperacz), skrzynkę amunicyjną i siatkę maskującą. Zawsze, kiedy wyjeżdżam tym motocyklem na ulicę, wzbudzam wielkie zainteresowanie. Praktycznie nie ma człowieka, który się za mną nie obejrzy. Wielu robi zdjęcia i zadaje pytania. Motocyklem tym byłem na kilku zlotach pojazdów militarnych i nie tylko. W ubiegłym roku sam zorganizowałem zlot w miejscowości, w której obecnie mieszkam - w Choceniu k/Włocławka. Impreza bardzo się spodobała i wielu motocyklistów zapowiedziało udział w drugiej jej edycji w tym roku. W sumie nad jezioro choceńskie przyjechało ponad 300 maszyn z całej Polski. Była też wiara z Berlina. Motocykliści byli zachwyceni przede wszystkim paradą, która wiodła aż na tamę we Włocławku. W tym roku zlot będzie jeszcze lepszy i z udziałem większej liczby motocyklistów, którzy już do mnie mailują i dopytują o termin imprezy. Niestety, dokładnie będę mógł go podać dopiero w maju. Wtedy napiszę na forum o tym, co będzie na zlocie w Choceniu. Ale już dzisiaj wszystkich serdecznie na niego zapraszam.
P.S. Serdeczne dzięki dla Angel z FORUM berlińskiego, za okazaną mi pomoc oraz zainteresowanie problematyką motocyklową. Pozdrawiam wszystkich motocyklistów i motocyklistki oraz tych, którzy zamierzają nimi zostać...

czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 5 846 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||

Tym zaprzęgiem powożę Dniepr MT-11
Wiadomości związane z motocyklami, zloty, galerie zdjęć,
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: